poniedziałek, 27 lipca 2015

Z dala od zgiełku



                                                                 Am grünen Rand der Welt


„Far from the Madding Crowd”jest jedną z 14 powieści angielskiego powieściopisarza Thomasa Hardy’ego (napisał też wiele opowiadań i ponad tysiąc wierszy) żyjącego na przełomie 19 i 20 wieku (1840-1928), która doczekała się już trzeciej filmowej realizacji – po 1967 r.  w reżyserii Johna Schlesingera, 1989 r. w reżyserii Nicholasa Rentona (seria telewizyjna) –  w tym roku wyreżyserowanej przez duńskiego reżysera Thomasa Vinterberga (znamy go z filmu „ Jagten”- „Polowanie”).

W rolach głównych grają: Carey Mulligan, Matthias Schoenaerts, Michael Sheen, Tom Sturridge.

Akcja rozgrywa się w wiktoriańskiej Anglii, film jest kostiumowy, opowiada historię posiadaczki ziemskiej, o której rękę stara się trzech konkurentów, a która pragnie pozostać wolną i niezależną kobietą.

Polecam tę doskonałą historię o miłości i miłosnych rozterkach - zarówno jako powieść książkową, jak i ten wiernie według powieści wyreżyserowany film. ****

Carey Mulligan ur. 1985 w Londynie, znana z roli Daisy ("Wielki Gatsby"), tu w filmie - Bathsheba Everdene -  gra inteligentą, niezałeżną właścicielkę farmy
Matthias Schoenraets ur. 1977 w Antwerpii, (Grał ogrodnika w "A Little Chaos"), gra Gabriela Oak-  owczarza

Michael Sheen, ur. 1969 r. w Newport. Gra rolę Williama Boldwooda bogatego posiadacza ziemskiego, sąsiada głównej bohaterki Bathsheba Everdene.. Grał w filmie W. Allena "O północy w Paryżu"
 
Bathsheba Everdene (Carey Mulligan)
 
 
Tom Sturridge, ur. 1985 w Londynie, w filmie jest oficerem
 
Bathsheba Everden i jej oficer Frank Troy (Tom Sturridge)

Carey Mulligan i Matthias Schoenraets








 
 

środa, 10 czerwca 2015

Hardkor disko



Film z roku 2014 w reżyserii debiutującego Krzysztofa Skoniecznego, występują m.in.:
Marcin Kowalczyk (rola Marcina),
Jaśmina Polak – debiut  (Ola),
 Janusz Chabior (ojciec Oli),
 Agnieszka Wosińska (matka Oli),
Krzysztof Skonieczny („Silny”).
Film został nagrodzony m.in. na Koszalińskim Festiwalu Debiutów Filmowych nagrodą Grand Prix „Wielki Jantar” za odważny styl i śmiałą konstrukcję dramaturgiczną i niczym nieskrępowaną wolność twórczą oraz na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni za debiut reżyserski.
„Hardkor” oznacza w języku potocznym coś brutalnego i bezwzględnego, zaskakującego z jednej strony, zaś z drugiej -  coś nowego, atrakcyjnego i bardzo nęcącego. Hardkor definiuje globalną rzeczywistość nie tylko w Warszawie, ale także na świecie. To według reżysera nasza współczesność. Zaś disko – to epoka pokolenia rodziców reżysera. Film łączy te dwa poziomy, przeplatany jest teldyskami z minionej epoki rodziców: Dwa plus jeden, Bajm, Anna German, i z epoki współczesnej- hardkoru: ambient, hip-hop, electro punk. Notabene, Skonieczny jest mistrzem teledysków.
Konstrukcja filmu  zainspirowana została tragedią klasyczną z czasów Arystotelesa (trzy akty przeplatane chórem, prolog i exodos) - bogowie pozwolą na katharsis, ale happy-endu nie będzie. Skonieczny twierdzi, iż film jest próbą portretu współczesnego pokolenia, zatraconego w systemie wartości, poszukującego własnej tożsamości i sensu istnienia. Reżyser oczekuje, by każdy na swój sposób interpretował film i zadawał swoje pytania.
Film miał bulwersować i chyba cel osiągnął. Miał szokować ujęciami – cel osiągnął. Miał zaskoczyć formą i konstrukcją – cel osiągnął. Gra aktorska – poprawna, debiut Jaśminy Polak - wspaniały. Jednym słowem – film ambitny i nowatorski.
Ale z drugiej strony to potwór kinematograficzny, destruktywne monstrum, którego na pewno nie obejrzę po raz drugi ani nie zarekomenduję wrażliwym nastolatkom. Uważam, że nie wszystkich młodych ludzi cechuje hedonizm, agresja, autodestrukcja i konsumpcjonizm - wręcz twierdzę, że takie społeczeństwo to margines w otaczającej rzeczywistości – to nie całe współczesne pokolenie, a zaledwie jego ułamkowa część. Gdyby całe pokolenie miało być zagubione w meandrach wartości, być pogrążone w filozofii i religii bez kierunku i orientacji, wówczas nastąpiłaby katastrofa i koniec świata. A przecież tak nie jest. Młode pokolenie to nie tylko bohema warszawska, paryska czy nowojorska, to nie tylko dzieci nowobogackich rodziców zarabiająjcych krocie, by latorośle mogły robić co chcą. To także rozsądna młodzież, która hołduje systemom wartości naszych rodziców, ceni wykształcenie i pracę, swoje zdrowie przede wszystkim, która nie dryfuje w pustkę po naćpaniu się jakichś świństw, lecz nabywa wiedzę, osiąga cele, cieszy się życiem.
Tak więc po obejrzeniu tego filmu człowiek wychodzi z sali przygnieciony ciężarem  problemów, owiany straszliwym pesymizmem, przepełniony smutkiem.

Polskie filmy to jakieś pasmo nieszczęść. Co film to murowana depresja. Nie-nie-nie, po stokroć nie! Nie chce takich filmow!!! Polska kinematografia kipi od gorzkich smutasów. ***
Jasmina Polak i Marcin Kowalczyk
Marcin rzuca mołotowem w policję - ot, tak. 

 -----
Marcin przyjeżdża do państwa Wróblewskich w określonym celu, ale dla widza nie jest wiadome w jakim. Podobno chce się zemścić. Rodzina Wróblewskich jest majętna, mieszka w pięknym apartamencie w Warszawie, on jest architektem, ona związana z teatrem, mają córkę Olę. Marcin nie zastaje rodziców, natyka się na Olę – nawiązują oboje kontakt, spędzają ze sobą noc. Rodzice ciepło przyjmują Marcina, zapraszają do siebie, rozmawiają jak z członkiem rodziny. Ojciec wyjeżdża w interesach, Marcin go odprowadza,  później jednak wsiada do samochodu i jadą razem. W lesie Marcin morduje ojca Oli, obiecuje zamordować matkę. Wraca do miasta, umawia się z matką Oli, romansuje z nią....

czwartek, 28 maja 2015

Body/Ciało




„Ciało” w reżyserii Małgorzaty Szumowskiej jest kolejnym mocnym filmem tej reżyserki. Widziałam „Sponsoring” i „W imię..”, i muszę stwierdzić, że pani Szumowska lubi robić filmy, jakich nikt dotychczas nie ważył się stworzyć.
Film jest oryginalny, niepowtarzalny, ma doskonałą obsadę:
Janusz Gajos, Maja Ostaszewska, Justyna Suwała, Tomasz Ziętek, Ewa Dałkowska – scenariusz napisała sama pani reżyser wespół z Michałem Englertem. Powstało dzieło nagrodzone nawet Srebrnym Niedźwiedziem na Berlinale 2015, ale tak naprawdę to jest to banalny film o uczuciach międzyludzkich, a konkretnie między córką i ojcem. Nic właściwie nowego – odwieczny temat, stary jak świat, ciągle nierozwiązany problem dogadania się z własnymi dziećmi. Jednak fajnie wyreżyserowany, kapitalnie zagrany przez aktorów – świetny debiut Joanny Suwały – no, i wreszcie, film zauważony w Europie na - bądź co bądź- ważnym festiwalu filmowym w Berlinie.
Film ma fanów i przeciwników, ale w sumie to dobry film. Mnie się podobał, choć miałam chwile zwątpienia – poruszanych wątków w tym filmie jest bardzo wiele, wszystkie są dość ważne i filozoficzne, poprzeplatane sobą, że w końcu nie było wiadomo, po co tego tyle i co to ma oznaczać: facet, który się wiesza, a po chwili sobie wstaje jakby nigdy nic, terapeutka z mistycznym nastawieniem do swojej terapii, wywołująca duchy, biegająca na spotkania w języku hiszpańskim z podobnymi mistykami z Południowej Ameryki, jakieś niemowlę porzucone na dworcu w toalecie, i można jeszcze tak dalej wymieniać – jest tego materiału trochę, być może trzeba te wątki potraktować jako aluzje do nierozwiązanych w społeczeństwie problemów, jak na przykład do aborcji w Polsce (niemowle w toalecie), nie wiem – może? Nagromadzone tematy powodują, że film staje się trudny, nawskroś filozoficzny, trzeba główkować, zadawać sobie pytania, a to nie każdy widz potrafi.  
 Film niesie zawsze jakieś przesłanie, trwa w jakimś celu i czymś konkretnym, często pouczającym się kończy. Natomiast tu ciężko i ponuro, trudny temat goni za jeszcze trudniejszym i nie ma rozwiązania, żadnej ulgi – widz cierpi razem z bohaterami filmu. Połowa widowni się nudzi.
A chodzi tak naprawdę o to, że alkoholiczny tatuś, uprawiający z zapamiętaniem swój prokuratorski zawód, nijak nie może przezwyciężyć swojej grubej skóry, by okazać odrobinę ciepła i trochę uczuć swojej jedynej córce, cierpiącej po śmierci matki na anoreksję. I trzeba było przejść przez tę gehennę wielu tematów, z terapią i wywoływaniem duchów, tę całą drogę krzyżową z polskimi problemami, wisielcami i porzuconymi niemowlętami,
by wreszcie raz jeden jedyny uśmiechnąć się do córki. Ot, i tyle.
Jednak interesująco to wszystko przeplecione, inaczej niż u innych, można się nawet pośmiać. Daję cztery gwiazdki****.

Małgorzata Szumowska i Srebrny Niedźwiadek
Na projekcję obiecała przylecieć pani reżyser, ale poleciała do Nowego Jorku. Również Janusz Gajos obiecywał zaszczycić projekcję w Hamburgu swoją obecnością, ale miał w tym samym czasie premierę w Teatrze Narodowym w Warszawie. A chętnie bym porozmawiała z obojgiem.
Berlinale 2015